Technologia Ducha. Seans spirytystyczny w sercu Seulu

W świecie algorytmów i nadzoru, 13. Biennale Mediacity w Seulu zwraca się ku duchom. Seans jako technologia, która naprawdę nas połączy.

W świecie algorytmicznej przewidywalności i cyfrowego nadzoru, sztuka ponownie zwraca się ku temu, co nieodgadnione. 13. Biennale Mediacity w Seulu, zatytułowane „Séance: Technology of the Spirit”, stawia odważną tezę: być może najważniejszą technologią, jaką dysponujemy, nie jest krzem, lecz duch.

Kiedy Anton Vidokle, Hallie Ayres i Lukas Brasiskis ogłaszali temat tegorocznego Biennale, można było odczuć lekkie drżenie konsternacji. Seul — hyper-nowoczesna metropolia, symbol cyfrowego przyspieszenia, miasto, które nigdy nie śpi, oświetlone blaskiem ekranów LED — staje się areną dla duchów. Ale czy to na pewno sprzeczność? Czy może raczej powrót do źródeł, o których w pędzie modernizacji zapomnieliśmy, a które dzisiaj, w dobie polikryzysu, domagają się uwagi z nienazwaną dotąd siłą?

„Séance” (Seans) — tytuł wystawy nie jest metaforą rzuconą na wiatr. Kuratorzy traktują go dosłownie i operacyjnie. Seans jako „technologia ducha” to propozycja radykalnego przewartościowania funkcji sztuki. W ich ujęciu galeria przestaje być miejscem chłodnej, estetycznej kontemplacji (w duchu Kantowskim), a staje się przestrzenią mediacji. Medium — w obu znaczeniach tego słowa: jako nośnik przekazu i jako pośrednik między światami — wraca do swojej pierwotnej roli.

Powrót Wypartego

Ostatnia dekada w sztuce to powolny, ale nieubłagany zwrot ku alternatywnym systemom wiedzy. Mistycyzm, magia, rytuał – niegdyś zepchnięte na margines jako „nieracjonalne” lub „prymitywne”, dziś zajmują centralne miejsce w dyskursie. Hilma af Klint czy Georgiana Houghton, niegdyś traktowane jako ciekawostki, dziś są uznawane za pionierki abstrakcji, które wyprzedziły Kandinsky’ego czy Mondriana. Biennale w Seulu idzie o krok dalej: nie tylko pokazuje te historyczne korzenie, ale łączy je z antymaterialistycznymi ruchami współczesności – feminizmem, ekologią, postkolonializmem.

Seul jest idealną scenografią dla tego dramatu. To miasto, w którym szamanizm (Muizm) współistnieje z chrześcijaństwem, buddyzmem i radykalnym kapitalizmem. Tradycja nie jest tu antytezą nowoczesności, lecz jej cichym, pulsującym podglebiem. Wystawa sugeruje, że nasze obecne zagubienie — klimatyczne, społeczne, egzystencjalne — wynika właśnie z oddzielenia umysłu od ciała, technologii od natury, materii od ducha.

Rytuał w Czasach Algorytmów

Co to oznacza dla widza? Że sztuka przestaje być obiektem, a staje się procesem. Onisaburō Deguchi lepiący ceramikę nie tworzy „rzeźb”, lecz skondensowane przekazy duchowe. Seung-taek Lee w swoim „Burning Performance” uwalnia sztukę od jej materialnej formy, pozwalając jej stać się czystą energią. To podejście rezonuje z pracami współczesnych artystów, takich jak Hiwa K czy Jane Jin Kaisen, dla których format wideo czy instalacji jest tylko narzędziem do opowiedzenia historii wypartych przez dominujące narracje władzy.

Interesujący jest tu wątek samej technologii. Nam June Paik, ojciec sztuki wideo (i postać ikoniczna dla koreańskiej sceny), już dekady temu pokazywał, że tradycyjne kosmologie nie stoją w sprzeczności z postępem technologicznym. Wręcz przeciwnie — technologia mediów może być narzędziem szamańskim, pozwalającym nam „widzieć” i „słyszeć” to, co ukryte. Dedykowany „Sound Room” w Nakwon Sangga czy program filmowy w Cinematheque Seoul Art Cinema to dowód na to, że obraz i dźwięk wciąż mają moc transgresji — mogą nas wyprowadzić poza nas samych.

Ku Nowej Wrażliwości

Biennale w Seulu stawia pytanie, które w kontekście polskim brzmi równie doniośle. W kraju o tak silnych, choć często skostniałych tradycjach duchowych, jak Polska, propozycja Vidokle i zespołu brzmi odświeżająco. To zaproszenie do potraktowania duchowości nie jako dogmatu, ale jako technologii – narzędzia do nawigowania w złożoności świata.

Jeśli, jak sugerują kuratorzy, „ten świat zawiera w sobie wiele światów”, to rola artysty (i widza) polega na umiejętności przełączania się między nimi. Na nastrojeniu naszej percepcji na częstotliwości, które zazwyczaj ignorujemy. W tym sensie „Séance” nie jest ucieczką od rzeczywistości w eskapizm. Jest próbą nawiązania z nią głębszego, bardziej empatycznego kontaktu. Być może to właśnie jest ten realizm, którego dzisiaj potrzebujemy najbardziej — realizm magiczny ery cyfrowej.


Źródła

  • e-flux: The 13th Seoul Mediacity Biennale